Kapitan Jerzy Stawski jeden z Bohaterów VII edycji

Kapitan Jerzy Stawski jest jednym z Bohaterów VII edycji Biegu Tropem Wilczym. Możecie pobiec z Jego podobizną na koszulce.Cześć i Chwała Bohaterom!
 
Warto przeczytać:
 
Przełom 44/45 roku. Gmina Korbiele Wilekie. Niemcy wycofywali się na zachód. Radzieckie wojska parły na Berlin. Spotkanie było nieuniknione. Ale Rosjanie wcale nie ścigali Niemców. Kiedy przejeżdżali przez wieś zatrzymywali się tylko żeby... A świtem wyjeżdżali dalej. Niemcy w tym czasie chowali się w lesie. Partyzanci też ich nie ścigali. Choć wydawałoby się, że obecność Rosjan skłoni ich do zdecydowanej walki z okupantem. Nie było takiej potrzeby. Mróz sięgał minus 30 stopni. Z pozbawionymi schronienia, paliwa Niemcami walczyła polska zima.
Rankiem dwóch braci, Jurek i Janusz, żołnierzy podziemia z oddziału Warszyca wzięli porzucony z niemieckiego taboru wóz i jadąc lasem zbierali niemiecką broń, wyciągając ją z rąk zamarzniętych Niemców, którzy chowali się pod gałęziami w pochopnie wykopywanych kryjówkach. Nagle Jerzy zobaczył stanowisko z karabinem maszynowym. O takim marzył całą wojnę!
Karabin lśnił dostojnie w słońcu na tle sino białej choiny. Podszedł i wyciągnął po niego ręce i. wtedy zza choiny znienacka wyszedł niemiecki oficer. Równie siny co to ośnieżone drzewko. Chwilę patrzyli sobie w oczy, oceniali to, co każdy z nich mógłby mieć w kieszeni, rękawie. Nóż? Krótka broń? Uzbrojeni towarzysze za drzewami? Karabin -powiedział Jurek. Niemiec rzucił mu go pod nogi. W oczach miał butę człowieka, który i tak wie, że wyrok na niego zapadł. Że śmierć przyszła nieuchronnie.Zastrzeli go jego karabinem czy wyciągnie pistolet? Jerzy schylił się po rzucony automat. Zapakowali go na wóz, pełen broni i... odjechali. Nie mieli rozkazu brać jeńców ani zabijać ich.
Zamaskowali zdobycz gałęziami. W cywilnych ubraniach wyglądali jak chłopi, którzy nazbierali chrustu na spory zapas. Dzień i noc i kolejny dzień konserwowali broń szuwaksem do butów. W stodole, w domu. Tajemnicą chowaną przed wszystkimi. Oni nie mieli sprzymierzeńców. Oni mieli wyroki wypisane przez wszystkich. Niemców, Rosjan, nadchodzącą nową władzę... Dlatego bardzo potrzebowali tej broni. Oni i dziesiątki innych żołnierzy polskiego podziemia, którzy nie wiedzieli kto zdobył dla nich tą szmuglowaną nocami z dzwonnicy kościoła. Ale łączyło ich jedno. Wszyscy byli niemiłosiernie upaprani niemieckim szuwaksem do butów.
Kapitan Jerzy Stawski, młody żołnierz który tamtego mroźnego ranka patrzył w oczy niemieckiemu oficerowi żyje do dzisiaj. W Łodzi.